Nawet nie wiem jak to nazwać
Regularnie od kwietnia 2018 roku biorę leki antydepresyjne. Nie wiem czy skutkują. Czuję brak emocji- jak zwykle. Za długo przebywam w tym stanie zobojętnienia, żeby pamiętać jak to jest czuć się dobrze. Od jakiegoś czasu zdarz mi się przebłysk szczęścia. Niekomfortowo się wtedy czuję, bo od tylu lat czegoś takiego nie doświadczyłam.
Jak co kilka miesięcy moje życie zmieniło się jak w kalejdoskopie.
- Pogodziłam się z Małą (nie rozmawiałyśmy od początku grudnia do początku kwietnia 2019 roku)
- Poznałam jakiegoś człowieka, który wjechał mi z buldożerem w życie- zrobił mi takie wejście smoka, że się gubię
Jest teraz końcówka roku akademickiego, mam sesję a zamiast się uczyć muszę wylać swoje emocje, bo się duszę. Pomimo dwóch dość bliskich mi osób, które uważam za sprzyjające mojemu życiu, nie jestem w stanie przed nimi się otworzyć i powiedzieć im co czuję. Wydaje mi się, że oni nawet nie chcą tego słyszeć, przynajmniej jedna z tych osób... Nie wiem jaki im powiedzieć o tym co czuję, bo sama nie do końca wiem jak to określić. Jedyne czego jestem pewna to to, że... no właśnie. Nie mam żadnej kotwicy w życiu. Sama powinnam nią być dla siebie ale ostatnio mam takie zachwiania nastroju, że nie mogę ze sobą wytrzymać. Mam taką huśtawkę, że popadam ze skrajności w skrajność, niestety przeważa smutek, zdarza mi się płakać gdy zaczynam myśleć o moim życiu. To wszystko jest takie nie do ogarnięcia. Ostatnio Karolek spytał się mnie jaki mam cel w życiu. Nie wiedziałam co mam mu odpowiedzieć, bo głównie myślę o tym, żeby skończyć ze swoim życiem a nie jak sprawić, żeby miało sens. Jak nie widać sensu i celu to nie ma do czego dążyć. Chciałabym mieć cel, nawet najgłupszy ale tak bardzo jestem obojętna, że nie mam siły przyłożyć się do czegokolwiek.
Co może być moim celem?
-wyprowadzka?- krótkofalowe zadanie
-poczucie szczęścia?- raczej poza moim zasięgiem
-studia?- zdobywanie wiedzy jest moim celem ale nie wiem czy dam radę przez brak siły do ogarnięcia tego wszystkiego
Może po prostu jestem leniwa? Wolałabym nie...
Ostatnio słyszę same komplementy na swój temat, przez co poważnie się zaczęłam zastanawiać czy ja na prawdę jestem taka beznadziejna jak wszyscy mówią.
-po zielonym mam rozkminy, których nikt nie rozumie
- po alkoholu jestem nachalna wobec facetów i lubię uciekać
-nie potrafię pracować z dziećmi, bo jestem nie słowna i nie umiem nad nimi zapanować
-nie umiem się zachować (usłyszałam, że zachowuje się jak dziecko i jestem irytując)
Na poważnie zastanawiam się co zrobić, żeby siebie naprawić ale nie mam pojęcia jak to ogarnąć. Staram się teraz zastanawiać nad każdym moim wypowiedzianym słowem, czy rzeczą, którą robię ale doprowadzi mnie do obłędu. Zagubiłam się w tym wszystkim. już nie wiem nic. Czuję, że to mnie powoli przerasta, ta końcówka roku to jakieś szaleństwo. Jest czerwiec ja mam milion egzaminów, trzy prace, chodzę na imprezy, spotykam się z Karolkiem, mieszkam z dziadkiem więc czuję się jak więzień. Imprezka 24h.
Komentarze
Prześlij komentarz