Kolejny dzień samotności.

Powiedzenie, że czuję się źle byłoby kolosalnym niedomówieniem.Pustka, ból. Pewnie się powtarzam ale co mogę więcej powiedzieć jak to moje wewnętrzne cierpienie ciągnie się i ciągnie. Nie chce mnie puścić. Pochłania mnie, jak czarna dziura.
Nie mam nikogo kto by był dla mnie, przy mnie. Jest to najgorsze uczucie. Pocieszające jest to, że jest zminimalizowana lista osób, które skrzywdzę swoim odejściem.
Zabawne, jedyne co ratuje mnie od całkowitego zniknięcia w czeluściach mojej pustki to planowanie. Czasami jak już nie czuję nic to planuję, marzę o mojej śmierci, jak oszukuję się, że jest tam coś dla mnie ukryte w przyszłości to stwarzam sobie listę rzeczy, które zamarkują moją pustkę. Zadania, które sobie wyznaczam, żeby chociaż przez chwilę udawać, że coś znaczę, że na czymś mi zależy, że to wszystko ma jakąś wartość, znaczenie.
Nie czuję się wartościowym człowiekiem, jestem nikim. Ostatnio nawet uświadomiłam sobie, że tylko sobie wmawiałam, że jestem dobra a tak na prawdę to jestem straszną egoistką i rozpaczliwie pragnę czyjejś bliskości. Nienawidzę siebie za to. Nie czuję się wystarczająca. Jakby wszystko co robię to i tak było za mało, moje "pasje", rzeczy, które robię były tylko połową. Nigdy całością, jakbym ja nie była mną. Nie wiem kim jestem. Nie umiem w żaden sposób się określić. Nie ma mnie we mnie. Przejmuje cechy od ludzi, bo ja nie istnieję. Jest tylko jakieś ciało, opakowanie, które zbiera w sobie różne cechy, doświadczenia a samo jest nudne, szare i nijakie.

Komentarze